ODŁÓŻ EXCELA – IDŹ NA SPACER. DLACZEGO PRACOWNIK BEZ RUCHU TO TYKAJĄCA BOMBA I STRATY FINANSOWE?
W biznesie skrupulatnie mierzymy wskaźniki KPI, optymalizujemy koszty i inwestujemy w szkolenia menedżerskie, całkowicie ignorując najpotężniejsze narzędzie zarządzania efektywnością – naszą biologię. A jest ona bezlitosna: mózg przeciążony stresem i pozbawiony regularnego ruchu zamiast działać w trybie strategicznym, funkcjonuje w trybie przetrwania. Co się wtedy dzieje? Spada nasza zdolność koncentracji, pogarsza się jakość podejmowanych decyzji, za to rośnie poziom frustracji.
Prof. Małgorzata Dobrowolska alarmuje: Zjawisko sportkrastynacji, czyli chronicznego odkładania aktywności fizycznej na „po projekcie”, „po zamknięciu kwartału” czy „po finalizacji umowy”, mimo świadomości, jaką wagę ma aktywność fizyczna dla naszego życia, wpływa nie tyko na nasze zdrowie, ale realnie obciąża wyniki finansowe firm. To cichy „nawyk” ambitnych i wysokowydajnych ludzi, którzy optymalizują wszystko – poza własnym układem nerwowym, czyli własną głową i psychiką.
Według raportu WHO i OECD „Step Up!” (2023) szacuje się, że każde 1 euro zainwestowane w aktywność fizyczną może przynieść ok. 1,7 euro zwrotu dla gospodarki. Statystyki pokazują także, że osoby nieaktywne fizycznie biorą średnio o 25-30% więcej dni wolnych z powodu choroby niż ich aktywni koledzy. Ponadto w firmach coraz częściej pojawia się tzw. prezenteizm – obecność w pracy przy jednoczesnym braku efektywności. Według PubMed Central może on odpowiadać za nawet do 10 razy większe straty niż absencja chorobowa. W efekcie obniżonej kondycji psychofizycznej pracownicy częściej doświadczają tzw. mgły mózgowej i funkcjonują na poziomie 60-70% swojej realnej wydajności. W praktyce oznacza to ludzi obecnych w pracy, ale nie w pełni zdolnych do myślenia, podejmowania trafnych decyzji i zarządzania.
– Straty finansowe spowodowane brakiem ruchu pracowników to realny problem. Nie chodzi tu jedynie o efekt utraconych dni pracy przez problemy zdrowotne, ale przede wszystkim ogrom godzin spędzonych w biurze w stanie obniżonej wydajności, gdzie nasze działania są mnie efektywne, decyzje wolniejsze, błędy częstsze, a potencjał ludzi niewykorzystany. W dobie permanentnych kryzysów lider nieaktywny fizycznie to lider z drastycznie krótszą wytrzymałością na stres, co przekłada się bezpośrednio na styl zarządzania, kulturę zespołu i tempo wypalania się organizacji. I co najważniejsze w tych czasach – na odporność psychiczną. Czas zacząć traktować ruch jako twardą strategię prewencji wypalenia zawodowego i narzędzie utrzymania wysokiej jakości psychicznej tam, gdzie stawka jest najwyższa – wyjaśnia prof. Dobrowolska.
ROWER CZY SUV? NEUROBIOLOGIA STRESU
Dla wielu menedżerów wyznacznikiem statusu i wygody jest powrót z biura do domu komfortowym samochodem. Tymczasem z punktu widzenia fizjologii to najkrótsza droga do katastrofy.
– Dojeżdżanie do pracy i powrót z niej klimatyzowanym autem to dla menedżera bilet do wypalenia zawodowego oraz pogorszenia stanu zdrowia. Z punktu widzenia neurobiologii, jazda na rowerze – wymagająca rytmicznego, naprzemiennego ruchu ciała – jest najlepszą terapią dla przebodźcowanego po pracy mózgu. Pomaga układowi nerwowemu wrócić do równowagi po kilkunastu godzinach podejmowania trudnych decyzji i życia w ciągłym napięciu. Taki ruch wspiera naturalne „domykanie” reakcji stresowej, obniża poziom kortyzolu i ułatwia płynne przejście z trybu walki do trybu regeneracji. To koncepcja spopularyzowana m.in. przez dr Emily Nagoski. Fizjologicznie stres to reakcja „walcz lub uciekaj”. Jeśli po stresującym spotkaniu nie następuje rozładowanie, organizm pozostaje w stanie pobudzenia hormonalnego (kortyzol, adrenalina), co prowadzi do chronicznego stresu. A nawet niewymagająca aktywność fizyczna, np. jazda na rowerze, czy szybki spacer, których bardzo często nie doceniamy, jest sygnałem dla mózgu: „niebezpieczeństwo minęło” – wyjaśnia prof. Dobrowolska. – Jeśli nie przepracujesz kortyzolu fizycznie po wyjściu z biura, ten chemiczny stresowy koktajl zostaje w twoim ciele. W efekcie przynosisz korporacyjną traumę do domu i podświadomie wyładowujesz ją na bliskich lub na samym sobie, wpadając np. w bezsenność, objadając się, siedząc w stanie permanentnego rozdrażnienia. Dlatego jazda na rowerze czy chodzenie jako forma przemieszczania się to nie tylko kwestia ekologii, ale brutalnie mówiąc absolutny „must” – twarda higiena psychiczna – dodaje ekspertka.
Czy wiesz, że… regularna aktywność fizyczna jest jednym z najlepiej udokumentowanych czynników wspierających funkcje poznawcze – w tym pamięć roboczą, zdolność koncentracji i elastyczność poznawczą? Badania wskazują, że ruch wpływa m.in. na zwiększenie poziomu BDNF (czynnika wspierającego plastyczność mózgu), co bezpośrednio przekłada się na jakość podejmowanych decyzji oraz odporność psychiczną. BDNF to białko, które po wysiłku fizycznym działa jak „nawóz dla mózgu”, wspierając powstawanie nowych neuronów i połączeń.
CZY PRACODAWCĘ STAĆ NA PRACOWNIKA, KTÓRY NIE ĆWICZY?
Sportkrastynacja w biznesie często wynika z kultu bycia wiecznie zajętym i mylnego rozumienia priorytetów. Pracownicy i menedżerowie, którzy rezygnują z treningu na rzecz nadgodzin, wpadają w iluzję wyższej produktywności. W rzeczywistości jednak tracą elastyczność poznawczą i zdolność do innowacyjnego myślenia. Jak pokazuje badanie Uniwersytetu w Sztokholmie i Karolinska Institutet, pracownicy, którzy przeznaczyli część godzin pracy na aktywność fizyczną, wykonali tę samą lub większą ilość pracy niż grupa pracująca w pełnym wymiarze godzin bez przerwy na sport. To ostateczny argument za tym, że sport nie zabiera czasu pracy, za to sprawia, że pozostałe godziny pracy są bardziej efektywne.
– Pracownik, który ma wpisaną w kalendarz aktywność fizyczną i bezwzględnie jej przestrzega, to pracownik, który najlepiej dowozi cele, ponieważ jego układ nerwowy jest na bieżąco oczyszczany z toksyn stresu. Jest to niezwykle istotne dla procesów poznawczych, potocznie mówiąc, ruch usprawnia naszą głowę, ale ma też znaczenie dla całej naszej odporności psychicznej, dla budowanie silnej psychiki – zauważa prof. Małgorzata Dobrowolska. – Dziś musimy odwrócić narrację. Pytanie nie brzmi: „czy firmę stać na inwestowanie w aktywność fizyczną zespołów?”, ale: „czy firmę stać na to, by tego NIE robić?”. Organizacja, która promuje kulturę pracy po 12 godzin na dobę i ignoruje potrzebę fizycznego resetu, w rzeczywistości sponsoruje przyszłe zwolnienia lekarskie swoich najlepszych talentów. Toksyczny wellbeing oparty na „owocowych czwartkach”, bez wdrożenia kultury realnego, fizycznego rozładowywania napięcia, to tylko działania pozorne, które nie przekładają się na oczekiwane rezultaty, nie stworzą sprawniejszego i zdrowszego pracownika – mówi ekspertka.
Czy wiesz, że… badanie ASICS „State of Mind” udowodniło, że zaledwie tydzień bez aktywności fizycznej powoduje spadek pewności siebie o 20%, spadek zdolności radzenia sobie ze stresem o 22% i obniżenie ogólnego poziomu energii o 23%? Co więcej, badacze zauważyli, że nasz mózg reaguje na przerwę w treningach podobnie jak na brak snu.
RUCH JAKO OBOWIĄZEK: POLIGON ANTYKRUCHOŚCI I MIKROPORAŻEK
Zmiana paradygmatu wymaga odwagi na najwyższym szczeblu. Liderzy biznesu muszą zrozumieć, że w świecie niepewności ich najważniejszym kapitałem nie jest wiedza ekspercka, ale odporność układu nerwowego.
– Wybitne strategie rodzą się w głowach, które są sprawne – czyli regularnie dotlenione. Sport jest jak poligon, na którym buduje się dzisiaj niezbędną antykruchość. Każdy cięższy podjazd pod górę, nieudana próba bicia rekordu czy zmęczenie na macie to cenne mikroporażki, które hartują psychikę. To na treningu, w bezpiecznych warunkach, uczymy się, że dyskomfort jest przejściowy, a po porażce zawsze następuje kolejna runda. Tę lekcję odporności przenosimy potem bezpośrednio do biura – tłumaczy prof. Dobrowolska. – Lider, który ulega sportkrastynacji, traci szansę na ten naturalny trening antykruchości. W sporcie, tak jak w biznesie: brak umiejętności odpuszczania i regeneracji, prowadzi do kontuzji, tyle że w korporacji nazywamy ją wypaleniem. Przerwanie tego cyklu to dziś najważniejsze zadanie z zakresu zarządzania kapitałem ludzkim – podsumowuje ekspertka.
Prof. Małgorzata Dobrowolska to uznana mentorka i psycholog transformacji przyszłości, dyrektorka Szkoły Biznesu i kierowniczka studiów MBA na Politechnice Śląskiej, specjalizująca się w rozwoju kompetencji miękkich oraz radzeniu sobie ze zmianami i stresem w życiu zawodowym i osobistym. Posiada ponad 25 lat doświadczenia jako trenerka, psychoterapeutka i mentorka, w trakcie których spędziła dziesiątki tysięcy godzin na wykładach, szkoleniach i warsztatach z liderami, menedżerami i specjalistami z całego świata. Jest autorką i współautorką 19 książek naukowych oraz ponad 150 artykułów, a także laureatką licznych nagród branżowych. Jej podejście łączy wiedzę psychologiczną z praktycznymi narzędziami wspierającymi odporność psychiczną, komunikację i efektywność działania w warunkach niepewności, zmian i transformacji zawodowych.
Prof. Dobrowolska wspiera również rozwój innowacyjnych programów edukacyjnych i badawczych, łącząc psychologię, biznes oraz transformacje cyfrowe i energetyczne, co czyni ją cenioną ekspertką w obszarze kompetencji przyszłości zarówno
w środowisku akademickim, jak i biznesowym.

Leave a Reply
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.